The Day We Left
🇬🇧 English version above | 🇵🇱 Wersja polska poniżej
I do not remember packing our suitcases. I do not remember that at all. But I remember that each of us had one large suitcase. That was everything we took with us on that Sunday, 24 September 2006.
We left our life behind and set off into a new world. A new, oh, such an unknown world.
I remember arriving at Victoria Station. A friend was supposed to pick us up there. She was late. We waited, watching how different the world looked around us. It is strange how selective memory can be. Why do I remember that small wall at the station, but I do not remember the airport, or how we got out of it?
When our friend finally arrived, she showed us how to buy a ticket and we travelled towards Tooting. We spent the next four years of our life in that area. They were really interesting times.
When you are twenty, you do not think too much about what will happen. About how things will work out. There is not much fear then. Maybe there is no fear at all.
We left with a vision. That in about two years we would learn the language, earn enough money, and then return home to buy a house. Preferably with a garden.
I do not remember if we still thought the same once we arrived in the UK. Or how long that vision stayed with us.
If you want to read next chapter of 20 years in the UK, you will find it here:
🔗 The Room With No Key
🇵🇱 Wersja polska poniżej
Dzień, w którym wyjechaliśmy
Nie pamiętam pakowania walizek. W ogóle tego nie pamiętam. Pamiętam za to, że każdy z nas miał jedną dużą walizkę. To było wszystko, co zabraliśmy ze sobą w tamtą niedzielę, 24 września 2006 roku.
Zostawiliśmy nasze dotychczasowe życie i ruszyliśmy w nowy świat. Nowy, och, jak bardzo nieznany świat.
Pamiętam, że dotarliśmy na Victoria Station. Koleżanka miała nas stamtąd odebrać. Spóźniła się. Czekaliśmy, obserwując, jak inaczej wygląda świat dookoła. Niesamowite, jak wybiórcza potrafi być pamięć. Dlaczego pamiętam ten mały murek na stacji, a nie pamiętam lotniska ani tego, jak się z niego wydostaliśmy?
Kiedy koleżanka w końcu się pojawiła, pokazała nam, jak kupić bilet, i pojechaliśmy w stronę Tooting. W tej okolicy spędziliśmy kolejne cztery lata naszego życia. To były naprawdę ciekawe czasy.
Kiedy ma się dwadzieścia lat, nie myśli się za dużo o tym, co się stanie. Jak wszystko się ułoży. Nie ma w tym zbyt wiele strachu. A może nie ma go wcale.
Wyjechaliśmy z wizją, że w ciągu około dwóch lat nauczymy się języka, zarobimy wystarczająco dużo pieniędzy i wrócimy do domu, żeby kupić dom. Najlepiej z ogródkiem.
Nie pamiętam, czy tak samo myśleliśmy jeszcze wtedy, kiedy dotarliśmy do Wielkiej Brytanii. Ani jak długo ta wizja nam towarzyszyła.
Jeśli chcesz przeczytać kolejny rozdział o 20 latach w Wielkiej Brytanii, znajdziesz go tutaj:

